17 grudnia 2017

III Niedziela Adwentu

x. Mariusz

 

Przeżywamy dzisiaj już III niedzielę adwentu, wypada też dzisiaj 17. dzień grudnia. Słyszeliśmy w kazaniu na I niedzielę adwentu, że jest to czas przygotowania na spotkanie z przychodzącym Jezusem, i że dzieli się on na dwie części – pierwsza ma nas przygotować na spotkanie z ponownie przychodzącym Jezusem przy końcu czasów, druga już bezpośrednio ma nas przygotować do świąt Bożego Narodzenia. Granica przebiega pomiędzy 16 i 17 grudnia, więc dokładnie dzisiaj rozpoczynamy ten drugi etap.

W poprzednią niedzielę słyszeliśmy wezwanie do ciągłej gotowości, do tego, aby nie przestać troszczyć się o swoją duszę, aby ciągle trudzić się – i trzeba użyć tego słowa, bo wiemy dobrze, że łatwo to nie przychodzi – prostowaniem ścieżek życia dla Pana Boga.

Jako że dzisiaj rozpoczynamy czas bezpośredniego przygotowania się do świąt Bożego Narodzenia może powstać w nas myśl, że duchowo już się napełniłem, już był ten czas, gdy słyszałem jak ważne jest przeżywanie duchowe świat, to teraz, umocniony, mogę rzucić się w wir pracy i przygotowań. No bo przecież samo się nie ugotuje, samo się nie posprząta, samo się nie udekoruje, goście przyjeżdżają, a u mamy/babci smakuj najlepiej, itd.

Dzisiaj Słowo Boże mówi nam o tym, na czym mają polegać te, i oczywiście każde kolejne, święta Bożego Narodzenia. Pan dzisiaj przypomina nam, że zostaliśmy przez Niego namaszczeni.  Oznacza to, że w czasie, gdy będziemy ustawiać się w kolejki do sklepów, by kupić prezenty dla naszych najbliższych, Bóg przypomina nam, że otrzymaliśmy od Niego wielki dar – Jego namaszczenie.

Rozciągłość Pisma Świętego pokazuje nam kilka sytuacji, gdy stosowano namaszczenia. W Starym Testamencie namaszczani byli królowie, namaszczenie oznaczało także przeznaczenie do wielkiej misji. Krwią ze zwierząt ofiarnych namaszczano przedmioty i ludzi, aby wyrazić w ten sposób, że zostali oni przeznaczeni dla Boga. Namaszczano głowę, aby wyrazić świętowanie. Namaszczano także ciała umarłych, aby je przygotować do pochówku.

Bóg mówi dzisiaj – jesteś przeze mnie namaszczony. Tzn. daję ci władzę królewską, abyś panował nad swoim grzechem i przeznaczam cię do wielkiej misji, abyś rozpowszechniał Królestwo Boże na ziemi. Tzn. przyjmuję cię, w tym namaszczeniu stałeś się moim – jesteś dla mnie kimś wyjątkowym, niepowtarzalnym, bardzo ważnym. Tzn. chcę, aby twoje życie było ciągłym świętowaniem mojej obecności; pragnę, aby Boże Narodzenie nie było tylko raz do roku, ale abym mógł stawać się pośród twojego życia każdego dnia. Wreszcie tzn. namaściłem cię, aby pogrzebać twój grzech, aby go pokonać, aby mógł umrzeć stary człowiek poddany w niewolę zła, a mógł żyć nowy człowiek, który czerpie z obfitości łaski Bożej.

Jesteśmy namaszczeni. Bóg przypomina nam o tym dzisiaj w sposób szczególny, ale ta prawda jest obecna w naszym życiu już od dawna, ponieważ pierwsze namaszczenie Boże otrzymaliśmy w sakramencie chrztu świętego – z resztą zostało to wyrażone dosłownie, gdy kapłan kreślił krzyżyk na naszym czole świętym olejem. Gdy biskup nas bierzmował świętym olejem krzyżma kreślił znak krzyża na naszym czole, abyśmy w sposób widzialny cieszyli się tym, że zostajemy namaszczeni duchowo Duchem Świętym. To są te widzialne momenty, a ile ich jeszcze jest w sposób  niewidzialny, duchowy! I od tych momentów, a zwłaszcza od momentu chrztu świętego jest nad nami Duch Boży. Cały czas rozważamy to, jak wypełnia się w naszym życiu Słowo Boże zawarte na samym początku pierwszego czytania: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił” (Iz 61, 1a).

Co dale wynika z tego namaszczenia, bo przecież nie jest ono tylko po to, żeby coś było. „Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej” (Iz 61, 1b-2a). I może dziwnie to dla was zabrzmi, może pomyślicie, że odleciałem w kosmos, że nie wiem o mówię, skoro nie mam rodziny – ale to jest właśnie Boże Narodzenie. Jezus nie przyszedł na świat po to, żebyśmy dzisiaj mogli siadać do pysznej wieczerzy, nie po to, żeby stroić mieszkania choinkami z bombkami, nie po to, żeby była kolejna okazja do wręczeni sobie upominków. To wszystko jest pięknym dodatkiem. Jezus przychodzi na świat, ponieważ chce nas zbawić, bo jest mesjaszem, a mesjasz w języku hebrajskim oznacza właśnie „namaszczonego”. Jezus przychodzi na świat po to, aby głosić dobrą nowinę, opatrywać rany serc, zapowiadać wolność, obwieszczać rok łaski. Ilekroć wypełniamy nasze namaszczenie dokonuje się cud Bożego Narodzenia.

Możemy więc stroić nasze domy, cieszyć się wyjątkową atmosferą, czuć woń ulubionych potraw, ale trzeba nam pamiętać, że to my jesteśmy powodem tego wystroju. „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty” (Iz 61, 10). To ja mam być przyozdobiony, bo to ja cieszę się zbawieniem, dla którego przychodzi na świat Jezus. Co więc przyjdzie mi z tego, że wszystko będzie gotowe na 200%, jeśli dalej nie będę potrafił porozmawiać spokojnie i przyjaźni z bliskimi przy stole? Mówimy, że święta, święta i po świętach, często kryjąc w tym żal, że może i te kilka dni było wyjątkowych, ale potem wróciło wszystko do normy, dalej jest szaruga, a z rodziną znowu nie będzie się gadać do następnych świąt. A może w tym roku warto spróbować to zmienić? Może warto upiec jedno ciasto mniej i zaoszczędzone kilka godzin poświęcić po prostu na to, żeby pobyć – wiadomo, że relacje nie odbudowują się ot tak, w jednej chwili.

Dzisiaj Jan Chrzciciel kieruje do nas ostre słowa: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała” (J 1, 26-27). W całej tej gonitwie i przygotowaniach do Bożego Narodzenia możemy niestety przeoczyć, że pośród nas już stoi Ten, na którego czekamy. Trzeba umieć nam go rozpoznać. Dlaczego Janowi Chrzcicielowi się to udało? Ponieważ on przygotowując się na spotkanie z mesjaszem nie tracił czasu na przeżywanie wydumanych faryzejskich tradycji, ale odszedł na pustynię, by tam przygotować się duchowo.

Słuchając kazań adwentowych zastanawiam się czy nie dochodzicie, moi drodzy, do wniosku, że księża próbują odebrać wam radość świąt i odrzeć was z tego, co przyjemne, miłe i kojarzące się z polską tradycją. Nie chodzi o to, że w przygotowaniach i świątecznym wystroju jest coś złego – to jest dobre i potrzebne, żeby ten czas był wyjątkowy i inny niż pozostałe dni. Chodzi o to, abyśmy pamiętali, że ten czas jest nie jest wyjątkowy dlatego, że towarzyszy mu ta zewnętrzna otoczka, ale że ta zewnętrzna otoczka towarzyszy temu czasowi, dlatego że on jest wyjątkowy.

Korzystajmy więc z naszego namaszczenia, idźmy w mocy Ducha Świętego i cieszmy się z bliskości Jezusa, który przychodzi nie tylko w święta Bożego narodzenia, ale każdego dnia, w którym dzieje się dobro i miłość.

x. Mariusz

#SpotkajSłowo

Odkrywajmy Słowo razem, we wspólnocie. Co dwie głowy, to nie jedna!

#WszystkieWspólnoty

Szukasz dla siebie miejsca w Kościele? Mamy dla ciebie kilka propozycji ;)

Wydarzenia różne

Chcesz się dowiedzieć, jakie wydarzenia są organizowane przez wspólnoty naszej archidiecezji? Kilkaj śmiało!

Masz pytanie? Napisz!

Jeśli jest ważna sprawa, o której chcesz pogadać; masz jakiś problem i szukasz porady - napisz, spróbujemy ogarnąć :)
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
39 0.06634783744812