27 października 2017

PIĄTEK XXIX TYGODNIA

Piotr

 

Przypomnij sobie swoją reakcję, kiedy twoje dziecko czy wnuk, przedstawiało ci z dumą swoje życiowe osiągnięcie trzylatka. Raczej pobłażanie, chociaż ukryte. Kiedy przychodził do ciebie nastoletni syn lub córka, niebyło już ukrywania, że życie przed nim, że jeszcze musi się dużo nauczyć, a tak w ogóle, to mógłby się bardziej postarać itp. Można by tak iść dalej – praktykant w firmie, nowy członek wspólnoty. Ciągłe udowadnianie samemu sobie wyższości nad drugim człowiekiem…

Patrząc po ludzku może zadziwić szacunek z jakim Stwórca wszystkiego odnosi się do osiągnięć człowieka – nie ma tu śladu ironii, puszczenia oka. Może dlatego, że Bóg nie musi sobie niczego udowadniać. Gdyby Jezus przemawiał dzisiaj, zapewne wspomniałby o falach grawitacyjnych, fizyce kwantowej, może o kodzie DNA…

Tego szacunku potrzebowali i potrzebują ludzie. Dlatego, znowu patrząc po ludzku, Jezus miał tłumy na tacy – słuchaliGo, chodzili za Nim… Mógł z nimi zrobić wszystko.

W tym momencie każdy specjalista od „public relations” spokojnie zada jedno pytanie: i komu to przeszkadzało?

Obłudnicy!

Cisza… On tak do nas? Na poważnie? Jeszcze kilka takich tekstów i straci nasze poparcie – każdy politolog to potwierdzi. Faryzeusze, to rozumiemy. Nawet dobrze, że wbija im szpile - tylko denerwują szarych ludzi swoim zachowaniem. Ale my? Tłum, który chce Go słuchać? O co Mu chodzi? Przepraszam Jezu, ale może jednak delikatniej. Tak? Z szacunkiem. W końcu sam zauważyłeś nasze osiągnięcia. Możesz kogoś obrazić. Ktoś może poczuć się dotknięty. Może w końcu podać Cię do sądu za mowę nienawiści i straty moralne!

Tak to wygląda z perspektywy Bożego stworzenia, które zapomniało, że człowieczeństwo zawdzięcza nie osiągnięciom umysłu, ale sferze duchowej - owemu odciskowi ust Ojca na niewyschłej jeszcze glinie.  To właśnie z rozwoju tej sfery, z tego czy ją zakopaliśmy, czy pomnożyliśmyjak talenty, będziemy rozliczani, kiedy znowu staniemy przed Ojcem. Wówczas od stanu mojego ducha, mojego sumienia, będzie zależało moje zbawienie – wcale nie od ilości otrzymanych nagród Nobla.

Zbawienie, które zawdzięczam Jezusowi. On przyszedł, umarł i zmartwychwstał tylko po to, żeby każdy człowiek miał szansę wyboru. Stawką tej gry jest nasze życie albo śmierć w wieczności. Jest zbyt wysoka, żeby przejmować się poprawnością polityczną, PR i sondażami.

Bóg wykrzykuje „Obłudnicy!”, bo jest Prawdą i nie może udawać, że nic się nie stało, kiedy człowiek zapomina skąd jest i dokąd idzie. Kto wie, może ktoś się zatrzyma? Choćby jeden. Może się zastanowi, wyciszy… Może jak Nikodem w prostocie serca zapyta i będzie chciał słuchać odpowiedzi…

Czy jednak Jezus nie przesadził? Czy zapomniał o grzechu Adama i jego konsekwencjach? Nikt z nas nie jest przecież doskonały i to na starcie. Choćbyśmy nie wiem co robili, nie będziemy duchowymi mocarzami. Każdy z nas niejednokrotnie przerobił ten temat, kiedy wydawało się, że jesteśmy tacy dobrzy, wręcz chodzimy po wodzie! I tak łatwo pogarda dla innych, pycha, zazdrość sprawiały, że lądowaliśmy w duchowym bagnie, czasem głębiej niż za poprzednim razem.

I wtedy właśnie zaczyna się ta prawdziwa walka.

Z jednej strony chęć udowodnienia Bogu, że to był ostatni raz, że od tej pory to już nigdy nie zgrzeszę. Udowodnię Ci to Boże!

Z drugiej strony myśl, która wydaje się dowodem przegranej - nie dam rady być dobry.

Co wybierze człowiek przyzwyczajony do wyścigu szczurów i konieczności sukcesu?

Co powinien wybrać? Może prawdę?

Nie dasz rady, nikt nie da rady, być dobry. Sam z siebie. Moment, kiedy to zrozumiesz, będzie błogosławioną chwilą, od której przestaniesztrwać w obłudzie i zakłamaniu, że jest inaczej. Od tej chwili znajdziesz się w naprawdę dobrym towarzystwie. Św. Paweł, którego fragment listu do Rzymian dzisiaj czytamy w pierwszym czytaniu, mówi dokładnie to samo – nie jestem w stanie być dobry, chociaż bardzo bym chciał, to jednak wciąż nie czynię dobra, tylko zło, którego nie chcę.„Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?”.

Dobra wiadomość jest taka, że Bóg wcale nie oczekuje, że będziemy Mu coś udowadniali.Zbyt dobrze nas zna. Jedyne czego Onpragnie od każdego z nas, to stanięcia w oczywistej w sumie prawdzie, że jestem stworzeniem Boga, a nie Bogiem. Nie dam rady być dobrym z siebie samego i potrzebuję Jego łaski. Bo każde dobro jakiego uda mi się dokonać, jest łaską. Prezentem od Boga, który zechciałem otworzyć.Obyśmy otwierali ich jak najwięcej, nie próbując Go zastąpić. Wówczas będziemy mogli wołać za Św. Pawłem: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!”

Czego sobie i każdemu życzę.

x. Łukasz

#SpotkajSłowo

Odkrywajmy Słowo razem, we wspólnocie. Co dwie głowy, to nie jedna!

#WszystkieWspólnoty

Szukasz dla siebie miejsca w Kościele? Mamy dla ciebie kilka propozycji ;)

Wydarzenia różne

Chcesz się dowiedzieć, jakie wydarzenia są organizowane przez wspólnoty naszej archidiecezji? Kilkaj śmiało!

Masz pytanie? Napisz!

Jeśli jest ważna sprawa, o której chcesz pogadać; masz jakiś problem i szukasz porady - napisz, spróbujemy ogarnąć :)
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
39 0.056408882141113