10 stycznia 2018

Środa I tygodnia zwykłego

s. Miriam CMBB

 

Kiedy przeczytałam Ewangelię na dzień dzisiejszy, zaraz przypomniała mi się rozmowa z wczorajszego dnia. Na pewnym spotkaniu, ktoś do mnie powiedział: Bóg mnie nie kocha…bo jest mi ciężko… Zaraz zaczęłam zaprzeczać: to nie prawda! Bóg Cię kocha całym sercem, bardzo, zawsze tak samo. Natomiast inna osoba powiedziała znane powiedzenie: KOGO BÓG MIŁUJE, TEGO KRZYŻUJE. Zaprotestowałam: to nieprawda – cierpienie nie jest darem Boga. Jak mógłby dobry Ojciec dać dziecku taki dar?! Widziałam wzburzenie w oczach tej drugiej osoby i słyszałam niezgodę w głosie. Jak to nie: przecież Bóg daje to dla naszego dobra, dla uszlachetnienia serca; to wybranie, jak u wielu świętych… Nie dyskutowałam dalej, ale niestety, tak myśli wielu chrześcijan. Choroba jednak jest złem, a zło nie pochodzi od Boga. Całe zło jest konsekwencją grzechu pierworodnego, a więc zawsze gdzieś ma tu udział szatan. 

Kiedy 7 lat temu zachorowała moja mama na nowotwór języka i dna jamy ustnej sama mówiłam, że to cierpienie to dla niej dar od Boga. On ją wyróżnił, bo jest w stanie znieść to. Taka jest wola Boża. Modliłam się za nią wraz z wieloma osobami, ale nie było w sercu takiej myśli do końca autentycznej, że Bóg może ją uzdrowić, że nie cieszy się z takiej sytuacji. Ja sama zgadzałam się na to, jakby to była wolą Bożą, bo przecież jestem serafitką – Córką Matki Bożej Bolesnej, a jak kiedyś słyszałam konsekwencją  tego może być wiele cierpienia w życiu – mojego i wokół mnie. Dziś myślę, że to chyba nie do końca było właściwe. Owszem choroba mamy została pokonana przy użyciu radioterapii, ale nie tylko☺ Sama lekarka powiedziała do mnie: chyba się panie dużo modliły, bo nie spodziewałam się takiego wyniku.
Dziś nie powiedziałabym już mojej mamie i innemu choremu: trzeba pogodzić się z tym, bo to błogosławieństwo Boże, bo Bóg tak chce. Powiedziałabym: Bóg Cię bardzo kocha, jest w tym z Tobą. Jezus przyszedł, aby uzdrawiać, leczyć wszelkie choroby. Pomodlę się, aby Cię uzdrowił.
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus przychodzi do domu Piotra i uzdrawia Jego teściową. Potem „Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił…” Uzdrowił wielu, a więc nie wszystkich. To jakaś tajemnica, dlaczego nie wszystkich Bóg uzdrawia. Ale jeśli wierzę, że jest moim kochającym Ojcem i pragnie mojego dobra, i nie chce mojego cierpienia, to ufam i pozwalam się dalej prowadzić w tej niezrozumiałej sytuacji.
W ostatnim fragmencie dzisiejsze Słowo mówi mi o modlitwie Jezusa. „Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”. A potem znów „Chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy”. Sam Mistrz pokazuje mi, że nie można tyko działać. Bardzo potrzebne są odejścia na modlitwę, tę modlitwę  „na pustyni”. Owszem wszystko mam przemienić w moim życiu w modlitwę, trwając stale  w Bożej obecności, ale te szczególne chwile modlitwy  w samotności są bardzo potrzebne, by naładować własne akumulatory, by prosić o Bożą moc w naszym apostolstwie.

s. Miriam CMBB

#SpotkajSłowo

Odkrywajmy Słowo razem, we wspólnocie. Co dwie głowy, to nie jedna!

#WszystkieWspólnoty

Szukasz dla siebie miejsca w Kościele? Mamy dla ciebie kilka propozycji ;)

Wydarzenia różne

Chcesz się dowiedzieć, jakie wydarzenia są organizowane przez wspólnoty naszej archidiecezji? Kilkaj śmiało!

Masz pytanie? Napisz!

Jeśli jest ważna sprawa, o której chcesz pogadać; masz jakiś problem i szukasz porady - napisz, spróbujemy ogarnąć :)
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
39 0.05986499786377