4 października 2017

Środa XXVI tygodnia

s. M.Savia ZMBM

 

Cóż to za przedziwna Ewangelia! Jezus idzie drogą i rozpoczyna swoją drogę ku Jerozolimie. Dziwne, że to wtedy pojawiają się uczniowie, którzy mają ochotę iść z Jezusem i tacy, których On sam wzywa, by poszli za Nim. Apostołów – Dwunastu – tych najważniejszych wybrał już dawno – na początku swej działalności, ale teraz? Gdy rozpoczyna ostatni swój etap drogi przed śmiercią? Może poszukuje takich, którzy pójdą do miejsc, gdzie zamierzał się udać. Na takie małe "zwiady" lub by przygotowali "grunt", takich współczesnych menadżerów. W chwilę potem ewagelista informuje, że było ich aż 72-óch. I misja ich była udana. Można pomyśleć, że wprost przeciwnie do posłańców wysłanych wcześniej do miasteczka samarytańskiego, aby przygotować Mu pobyt. I niestety skończyło sie to fiaskiem. Nie dlatego, że nie potrafili dobrze zareklamować Jezusa, ale dlatego, że Go nie chcieli, bo...bagatela... nie podobało się im, że Jezus zdąża do Jerozolimy. Samarytanie z reguły okazywali swą nienawiść każdemu kto pielgrzymował do Miasta Świętego.

Ale wróćmy do tych trzech typków, których spotkał Pan Jezus. Pierwszy jest tym, który sam zgłasza się do Jezusa. Inicjatywa pochodzi od niego, ma ochotę i wielkie pragnienie, ale ma się wrażenie, że to on będzie stawiał warunki i zasady "pójścia za..." choć deklaruje swoją gotowość na wszystko. I może dlatego Jezus uświadamia go, że radykalne "pójść" to stracić życie dla Niego, to śmierć.

Do drugiego Jezus zwraca się tak samo jak do Apostołów "Pójdź za mną". A on - bardzo grzecznie Jezusowi odmawia - pozwól mi najpierw"... Ma się wrażenie, że ma nadzieję, że jak "pójdzie pogrzebać" to Jezus już się o niego nie upomni. A Jezus niemal mówi mu: Weź się w garść, nie uciekaj, ale idź śmiało z podniesionym czołem i głoś miłość całym sobą. Jeśli nie odpowiesz teraz, natychmiast, to czeka cię ciągłe niezadowolenie i niespełnienie się, aż do duchowej śmierci.

Ten trzeci, nie wiemy czy Jezus go wezwał czy sam wyraził gotowość, ale on chce jakby odwlec moment opuszczenia swego domu i najbliższych. Jakby bał się samotności i odpowiedzialności, traci niemal "grunt pod nogami" poczucie bezpieczeństwa. A Jezus wyraźnie mówi, że trudne i bolesne doświadczenia życiowe trzeba oddać Jemu, a nie kurczowo "trzymać " się ich i szukać w nich usprawieliwień dla swoich działań. To wszystko jest nie przydatne, to nie jest bilet wstępu do nieba.

Ciekawe czy choć jeden z tych trzech znalazł się w gronie tych 72-óch posłanych, czy przyjęli zaproszenie Jezusa. A Jezus zaprasza każdego dnia. Każdy dzień to nowa sytuacja, rzeczywistość, która wymaga ode mnie podjęcia decyzji i odpowiedzi. I każdego dnia mogę usłyszeć odpowiedź Jezusa: "Nie nadajesz się do Królestwa Niebieskiego".

Jezus jet bardzo cierpliwy i pełen spokoju. Rzuca słowo jak we wcześniejszej przypowieści ziarno, które siewca wyszedł siać. Jedno padło... Tylko grunt nie ten. Grunt – moje serce. Może buntuję się na warunki, sytuacje życiowe, jestem rozczarowana, oczekiwania nie te... Czy chcę naśladować Jezusa – kochać siebie, moich bliskich i nieznanych? Czy chcę dzielić los Jezusa – być samotnym, odrzuconym, pozbawionym dobrego imienia? Czy mam ochotę i pragnienie, czy uświadamiam sobie, że iść za Jezusem to naprawdę zostawić wszystko? To znaczy wypełniać swoje zadania, funkcje, czynności w zapomnieniu o sobie? Wszystkim mam chwalić Pana. Czasem zostawić na boku swoje marzenia, pragnienia, wyobrażenia o sobie samym, o innych? To wtedy jest możliwość przemiany, bo otwieram się stając się wolnym i do dyspozycji Bogu. To wtedy i cierpienie, odrzucenie, krzywda, niesprawiedliwość staje się "normą", czymś zwyczajnym.

Św. Franciszek patron dziesiejszego dnia zdaje się łączy te trzy postaci z dzisiejszej Ewangelii. Poszedł za Jezusem. Wybrał radykalne wypełnienie Ewangelii, potraktował ją dosłownie. Co wybrał? Ubóstwo, a cały świat do niego należał. Nie miał gdzie "położyć" swej głowy, a na swoim ciele "nosił" rany Jezusa. Nie musiał żegnać się ze swoimi - został wydziedziczony. Pozbawił się wszystkiego – nie oglądał sie wstecz – zmierzał do wypełnienia polecenia, które usłyszał: "Odbuduj mi..." Nie tylko budował ku potomnym kościół, ale cały świat czynił nowym dla Jezusa. W oczach ludzi stał się szaleńcem, choć kochał za wszystkich "Miłość nie kochaną".

s. M.Savia ZMBM

#SpotkajSłowo

Odkrywajmy Słowo razem, we wspólnocie. Co dwie głowy, to nie jedna!

#WszystkieWspólnoty

Szukasz dla siebie miejsca w Kościele? Mamy dla ciebie kilka propozycji ;)

Wydarzenia różne

Chcesz się dowiedzieć, jakie wydarzenia są organizowane przez wspólnoty naszej archidiecezji? Kilkaj śmiało!

Masz pytanie? Napisz!

Jeśli jest ważna sprawa, o której chcesz pogadać; masz jakiś problem i szukasz porady - napisz, spróbujemy ogarnąć :)
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
39 0.068418979644775