22 stycznia 2019

Wtorek 22.01.19

Piotr

 

Jest takie hasło BHP, które można spotkać w różnych miejscach, gdzie człowiek styka się z niebezpieczeństwem w pracy: „Uważaj! Rutyna zabija!”

Znają to hasło wszyscy ludzie pracujący przy różnych niebezpiecznych urządzeniach, znają lekarze, na pewno strażacy i policjanci. Wiedzą też doskonale, że jego treść jest prawdziwa. Czasem do bólu…

Rutyna sprawia, że stajemy się mniej wrażliwi na zmiany, mniej czujni, ospali, w końcu bezmyślni. Tak. Zaczynamy wykonywać różne rzeczy bez refleksji, jak automaty - nie reagujemy na zagrożenia, a nawet przestajemy je dostrzegać…
Jeżeli w otoczeniu nic się nie zmienia, nie widać różnicy między dwoma ludźmi wykonującymi tę samą pracę. Jeżeli jednak coś „pójdzie nie tak”, wówczas tylko ten, który myśli nad tym co robi, ma szansę na dokończenie swojej pracy, a czasem na przeżycie…

Dzisiejsze Słowo sprawia, że przypomniałem sobie to hasło w kontekście życia duchowego, w kontekście wiary.

Chodzę w niedzielę do kościoła – może nawet zawyżam średnią chodząc w tygodniu – korzystam z sakramentów, daję na ofiarę, pomagam potrzebującym, w końcu modlę się codziennie (przynajmniej raz) i żegnam się przed jedzeniem, a to już coś!

Fajnie! Jestem dobrym Chrześcijaninem. Podobnie jak owi ochrzczeni Żydzi, do których pisze św. Paweł w pierwszym czytaniu, usługujący świętym, okazując miłość „dla Imienia Jego”.

W czym więc problem?

W okazywaniu „tej samej gorliwości w doskonaleniu nadziei aż do końca”.

W tym, żebym nie zaczął wykonywać tych różnych dobrych rzeczy automatycznie. Bez miłości (jak cymbał brzmiący), ale też bez refleksji, bez pytania siebie – dlaczego to robię?

Gdyby tak się stało, moje chodzenie do kościoła, stanie się zwykłą rutyną. I jeżeli ktoś inny kiedyś zada mi to pytanie – dlaczego? – nie będę wiedział co odpowiedzieć. Bo tradycja? Bo dzieci? Bo co ludzie powiedzą? Bo…

Powoli będę stawał się niewolnikiem, który coś robi i nie wie, a nawet się nie zastanawia, po co? Różne rytuały staną się dla mnie ważniejsze niż Bóg, dla którego chwały zostały kiedyś ustalone, ważniejsze niż miłość bliźniego. W ten sposób powoli stanę się „niewolnikiem Szabatu”. Jak faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii.

Niemożliwe? To rozejrzyj się w niedzielę na Mszy, kiedy kapłan powie: „Przekażmy sobie znak pokoju”. Ilu ludzi wie co tak naprawdę robi w tym momencie, a ilu kiwa głową na wszystkie strony, bo… wszyscy tak robią?

Refleksja. To ciągłe sprawdzanie, czy jeszcze „nie staję się ospały”, czy jeszcze oddycham Bogiem, a nie popadam w duchowe odrętwienie z niedotlenienia.

Dobrze, że Bóg, „pragnąc okazać dziedzicom obietnicy ponad wszelką miarę niezmienność swego postanowienia”, nie odpuszcza. Stawia na mojej drodze różne doświadczenia. Czasem łagodne jak poruszenie myśli przy czytaniu Jego Słowa, innym razem dramatyczne, jak doświadczenie bólu bezsensownej śmierci.

Wszystko po to, żeby obudzić człowieka, żeby wyrwać z duchowego odrętwienia, ospałości, rutyny. Żebym znów zacząć zadawać pytania, spierać się z Bogiem, myśleć o Bogu, żebym zaczął traktować Go jak Boga żywego, który jest.

Dlaczego? Bo On najlepiej wie, że owo hasło BHP jest prawdziwe także w sferze duchowej. I zrobi wszystko, żeby mnie ocalić. Bo „Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu”.

Czego wszystkim i sobie życzę.

Piotr

#SpotkajSłowo

Odkrywajmy Słowo razem, we wspólnocie. Co dwie głowy, to nie jedna!

#WszystkieWspólnoty

Szukasz dla siebie miejsca w Kościele? Mamy dla ciebie kilka propozycji ;)

Wydarzenia różne

Chcesz się dowiedzieć, jakie wydarzenia są organizowane przez wspólnoty naszej archidiecezji? Kilkaj śmiało!

Masz pytanie? Napisz!

Jeśli jest ważna sprawa, o której chcesz pogadać; masz jakiś problem i szukasz porady - napisz, spróbujemy ogarnąć :)
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
39 0.059589147567749